Członkowie PSR, po założeniu nowego konta, proszeni są o przesłanie informacji o swoim loginie na forum@psr.org.pl
Każdy nowy użytkownik forum musi zapoznać się z regulaminem forum.
Ostatnio wyczytałem gdzieś, że w jakimś kraju trwa debata nad legalizacją wszczepiania dzieciom chipów pod skórę, w celu możliwości ich namierzenia, co ma im ponoć zapewnić bezpieczeństwo przed straszliwymi (a jakże!) pedofilami.
Pomijam tu już kwestie oczywiste, czyli pogwałcenie podstawowych praw człowieka, w tym prawa do wolności i prywatności, które dzieciom się przecież też należą, bo przecież dziecko nie świnia, ani nie krowa - nie jest czyjąś własnością (wbrew temu co większości rodziców się wydaje)...
Pomijam też kwestię tego, czy taki chip byłby usuwany w ogóle, gdy dziecko by dorosło, oraz kiedy byłby usuwany i czy na pewno byłby usuwany? Bo skąd mam mieć pewność, czy ktoś mi chip usunął, czy nie?
Pomijam też kwestię naruszenia integralności ciała - wszczepianie chipa przecież wiąże się z przerwaniem choćby górnych warstw skóry.
Ale tutaj chciałbym zapytać o coś innego.
Czy dziecko z takim chipem na pewno byłoby bezpieczniejsze? Nagle pedofile byliby zastraszeni, że zostaną namierzeni, i nie ruszaliby dzieciaków?
Bardzo w to wątpię, bo coś mi się wydaje, że wtedy pierwszą rzeczą, którą taki porywacz by robił, zanim by seksualnie dzieciaka wykorzystał, to byłoby dokładne pocięcie nożem całego ciała, w poszukiwaniu owego chipa. Po jego znalezieniu i zniszczeniu, przystąpiłby do rzeczy.
A więc chciałbym zapytać rodziców popierających pomysł chipowania, czy wolą mieć dziecko:
a) zgwałcone,
czy może
b) zgwałcone i pocięte nożem?
^^
Należy dodać, że zagrożone pocięciem byłyby także dzieci nie posiadające takiego chipa. Jeżeli bowiem chipowanie stanie się legalne, to porywacze będą domniemywać, że taki chip znajduje się w każdym dziecku - nawet gdyby tylko kilka % dzieci je miało - no i będą ciąć każdego po kolei, w poszukiwaniu chipa. A tych, którzy chipa w rzeczywistości mieć nie będą, chyba potną najbardziej - będą szukać do skutku, czyli do obdarcia ze skóry. A więc nawet rodzice, którzy by swojego dziecka nigdy nie mieli zamiaru "chipować" powinni się stanowczo sprzeciwiać takiemu prawu ^^.
Sprawa trochę podobna jak z telefonami komórkowymi. Rodzice kupują małym dzieciom telefony, w nadziei, że będą z nimi bezpieczne. A skutkiem jest to, że o wiele bardziej dziećmi interesują się różni chuligani w celach rabunkowych. I takiemu dziecku tyle z komórki przyjdzie, że w mordę dostanie. Ono straci zdrowie, a matka pieniądze wydane na telefon.
Beeeeeeeeeee
LittleSheep napisał:
A więc chciałbym zapytać rodziców popierających pomysł chipowania, czy wolą mieć dziecko:
a) zgwałcone,
czy może
b) zgwałcone i pocięte nożem?
Prawidłowa odpowiedź na powyższe audio-tele, to odpowiedź c):
zdrowe, mądre, piękne i bogate.
Mistyka sprzyja mistyfikacjom.
Misiaczek napisał:
zdrowe, mądre, piękne i bogate.
A to ciekawy temat na kolejny wątek - nadmierne ambicje rodziców wobec swych dzieci.
Często rodzice starają się tak bardzo czuć dumni i dowartościowani z powodu sukcesów swojego dziecka, że wywołują na swoim dziecku tak ogromną presję, która nieraz wpędza je w chorobę psychiczną.
Od zerówki mu powtarzają: "Ty masz się uczyć, masz być mądry, masz odnosić sukcesy. Ucz się, bo inaczej będziesz gównem. Jak będziesz wykształcony, to będziesz kimś."
Dziecko się uczy, stara. Wpada w lęki. Czwórka ze sprawdzianu wywołuje w nim przerażenie - "co ja powiem teraz rodzicom? przecież pomyślą, że jestem gównem".
Dostał raz czwórkę z matmy - cała szkoła mu to wytyka: "HAHA! A jednak nie jesteś taki mądry!". (Jednak o swoich własnych dwójach nie wspominają).
A nauczyciele robią minę wielce zniesmaczoną, gdy się dowiadują, że na olimpiadzie matematycznej dostał tylko 49 punktów na 50, a nie 50 na 50.
Potem kończy szkołę i zdaje maturę na celujący, a wszyscy jego koledzy i koleżanki na tróję... I potem się rozgląda wokół i widzi, że oni wszyscy, ci debile, ci idioci, co nic nigdy nie umieli, oni wszyscy są szczęśliwsi od niego i oni do czegoś w życiu doszli, a on jest właśnie tym gównem, o którym kiedyś mu rodzice mówili.
Gównem jest, bo jest nieszczęśliwy i wiecznie zastraszony, z powodu ciągłego lęku przed kompromitacją. Lata wpajania przez rodziców myśli, że jak się nie będzie uczył, to będzie gównem, doprowadziły w końcu do tego, że boi się popełnić najmniejszy błąd. Czuje, że musi być najlepszy we wszystkim. Bo albo będzie najlepszy, albo będzie gównem!
Zbliża się czas egzaminu na studia - nie dostał się na AGH.
Wszyscy ludzie, którzy się dowiedzieli o tym, głośno powtarzają: "Łeeeeeeeee, ja myślałem, że ty to się bez problemu dostaniesz". (mimo że ich własne dzieci ledwo OHP skończyły).
Po usłyszeniu tego "Łeeeeeeee" przychodzi straszna myśl: "Jestem gównem. Nie udało mi się.". Chłopak idzie się powiesić ze wstydu.
Beeeeeeeeeee
Ta sympatyczna historyjka może też mieć zupełnie odwrotne zakończenie. Może się okazać, że dzieciak nie wytrzyma presji i wybuchnie jak ten garnek z dżemem. Ile znam takich przypadków, gdzie nastolatki z "dobrych, inteligenckich rodzin" pod takim naciskiem przeżywały gwałtowny wybuch buntu, czasem z opłakanym dla siebie skutkiem. To jest dopiero tragedia. To, że (kolokwialnie pisząc) kujon, stwierdzi kiedyś: "no jestem gównem" to tylko optymistyczna wersja w rytm łady Pank.
(Ach, nie musi się od razu wieszać
)
Legenda Forum:
© 2006-2012 Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kontakt z administratorem: admin [at] psr.org.pl. Developer: Eysmont Media